Wabi sabi? Jakie to zwierzę?

Znalazłam kilka artykułów online prezentujących aranżację wnętrz ometkowaną "wabi sabi". Przyznam, że łatwiej znaleźć zdjęcia, którym można wytknąć pomylenie pojęć niż trafione przykłady "prawdziwego" wabi sabi. Nawiasem, zaskoczę Was może, wabi sabi nie jest zwierzyną (a zdarzają mi się takie pytania).


Przykładowo zdjęcie powyżej. Jakie są moje ALE? Uwaga, będzie ironicznie ;)

1. To, że kupimy w sklepie otoczaki i podkradniemy dzieciom z piaskownicy trochę piasku, nie oznacza, że zrobimy aranżację w stylu wabi sabi. To pewnie jest / będzie modne, ale ciężko mi to nazwać wabi sabi... i na dodatek, co by było estetycznie, te szklane słoje... fachowa ekspozycja. Proponowałabym dodać w kolejnym słoju martwego ptaka, co by nadał nieco więcej dramaturgii temu romantycznemu ognisku nad brzegiem strumyka, z którego od niechcenia wyławiamy to tu to tam kawałek kłody płynącej z nurtem.
2. A propos kłody, widziałam kiedyś jedną sporą "wtopioną" w ścianę, wokół dużo przestrzeni, a ona taka wpasowana, na swoim miejscu, mały akcent - to było wabi sabi. Pamiętam, że jakiś czas później gospodarze dołożyli wokół kłody inne rzeczy - "gadżety w stylu wabi sabi", a na dodatek namalowali na ścianie fale, co by podkreślić, nie wiem, może wyeksponować bardziej to, że ta kłoda z rzeki się wzięła albo, że, co gorsza nadal płynie czy może, by było bardziej symbolicznie - takie panta rhei... i tak kłoda, która była wabi sabi, być nią przestała.

Pisałam już o tym we wcześniejszych postach, wabi sabi to nie moda na sezon. Oczywiście, nie trzaśnie nas piorun, gdy będziemy je tak traktować. Jeżeli podoba Wam się piasek z bakteriami w szklance na oknie to nie widzę przeszkód, by go tam nie postawić. Jeśli natomiast ktoś poprosiłby mnie o pomoc w aranżacji to odradziłabym takich drobiazgów. Idealna sytuacja jest wtedy, kiedy mamy dostęp do odpowiednich materiałów, jesteśmy ludźmi wabi sabi (z tą wrażliwością) i sami działamy naturalnie wypełniając swoją przestrzeń życiową. Jeżeli prosimy kogoś o pomoc, zobaczmy, jak aranżacja działa na nas; czy np. sprzyja pewnej melancholii / refleksji nad przemijaniem / nietrwałością fizycznego świata, czy dzięki niej możemy być bardziej wdzięczni, ale też otwarci na to, co jest teraz, bez strachu o przyszłość. Brzmi nieco mistycznie, jak na instrukcję obsługi ;) Tak się jednak składa, że wabi sabi prezentuje szersze podejście, o czym mowa już w samym opisie tego bloga. To sztuka jako design, ale też sztuka życia. By to poczuć, pomagają nam "manifestacje" wabi sabi - czy to haiku czy kłoda na ścianie ;)
Muszę od razu wspomnieć o jednej podstawowej rzeczy związanej z wabi sabi, a mianowicie wywodzi się ono z Zen (z buddyzmu). Na razie tyle. (Z czasem, obiecuję, przeprowadzę mały wywiad na ten temat i zamieszczę audio.)

Wracając do pytania głównego, jakie są rzeczy wabi sabi?
Oto kilka określeń naprowadzających:
są zrobione z naturalnych materiałów (mile widziane drewno, bambus, wiklina, glina, itp.), mają na sobie naturalnie pojawiające się znaki upływającego czasu (np. pęknięcia, zadrapania), dzięki którym nabierają wyrazu, powierzchnie rzeczy wabi sabi są niejednolite, nierównomierne, chropowate (wynika to też z naturalnej struktury np. drewna - to nic brzydkiego, jeśli ma sęki czy nie jest idealnie wygładzone), często są asymetryczne, o organicznym kształcie (to nie modernizm z ideałem kątów prostych), o barwach lekko przytłumionych, stonowanych, najczęściej naturalnie zabarwionych lub płowiejących (i tu dwie opcje: rzeczy w momencie rozwoju są jaśniejsze od tych, które "chylą się ku rozpadowi")...

Co jeszcze? Pytajcie! Powyższą listę będę rozwijać - to też jest w stylu wabi sabi ;) Rzeczy wabi sabi mają to do siebie, że są w ciągłym procesie i nie boją się tego pokazać... no i pięknie się starzeją! Stąd te naturalne materiały, które nabierają wartości z czasem. Wyobraźcie sobie taki porysowany, pęknięty plastik i spróbujcie go nazwać pięknym.

I na zakończenie, wracając do kłody, by logo działało, potrzebuje pola ochronnego, zwierzę ma swoje terytorium, a rzeczy wabi sabi potrzebują przestrzeni!

część dalsza nastąpi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz